Obchodząc 100. rocznicę odzyskania niepodległości, należy pamiętać o zasługach Kościoła, który w trzech zaborach przepowiadał, że chwila wolności jest blisko, trzeba jej tylko naprawdę chcieć.

Prezydent Andrzej Duda wymienia sześć postaci, które nazywa „ojcami niepodległości”. To Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Wincenty Witos, Ignacy Daszyński, Wojciech Korfanty oraz Ignacy Jan Paderewski. Wybór jest trafny, zasługi każdego z nich – niepodważalne. Zabrakło mi jednak w tym zestawieniu przynajmniej jednego przedstawiciela Kościoła. Stąd pomysł, aby opisać poczynania hierarchów, którzy swą posługą duszpasterską, pracą społeczną i organiczną także przygotowywali drogę do wolności.

Leczyli i karmili

Osób przekonanych, że wybuch I wojny światowej w sposób zasadniczy zmienia coś w sprawie Polski, nie było zbyt wielu. Była to elita narodu, która potrafiła w ciągu następnych lat swe plany polityczne przekuć na fakty, decydujące w listopadzie 1918 r. o odrodzeniu państwa polskiego. Jednak przeciętny Polak tamtej doby nie zaprzątał sobie głowy pomysłami, jak wybić się na niepodległość, ale jak przeżyć wojnę. Jak bardzo będzie okrutna i bolesna, jako pierwsi doświadczyli mieszkańcy Galicji i Kongresówki. Symbolem niemieckiego barbarzyństwa było zniszczenie w sierpniu 1914 r. Kalisza. Nastąpiło to nie w wyniku walk, ale przeprowadzonej na zimno pacyfikacji za przypadkowe ostrzelanie grupy żołnierzy. Trudna sytuacja była w Galicji, której spora część w sierpniu 1914 r. została zajęta przez wojska rosyjskie. Liderem polskiej społeczności w Małopolsce był biskup krakowski książę Adam Stefan Sapieha. W naszej pamięci utrwalił się jako niezłomny duchowy przywódca w czasie II wojny światowej, z którego zdaniem liczyli się nawet niemieccy okupanci. Jednak największe dzieło społeczne, jakie stworzył, Książęco-Biskupi Komitet Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny, powstało w 1915 r. i odegrało fundamentalną rolę w dziele niesienia pomocy Polakom w Galicji i Królestwie Kongresowym.

Wybuch wojny zastał go poza granicami. Natychmiast wrócił do Krakowa, który kilka tygodni później znalazł się już w strefie bezpośrednich działań wojennych. We wrześniu 1914 r. część ludności miasta ewakuowano, a dziesiątki tysięcy osób przesiedlono na Morawy, gdzie żyły w prymitywnych warunkach pod namiotami. Abp Sapieha natychmiast zaczął organizować dla nich pomoc. Tak powstał Centralny Komitet Opieki Moralnej dla Uchodźców z Galicji, który stał się podwaliną pod dzieło obejmujące swym zasięgiem już nie tylko Galicję, ale także Kongresówkę. W grudniu 1914 r. hierarcha pojechał na linię frontu w rejonie Limanowej. Widząc ogrom zniszczeń, zrozumiał, że aby sprostać tym wyzwaniom, musi stworzyć dzieło, opierając się nie tylko na lokalnych zasobach. Dotarł więc do papieża Benedykta XV, który zezwolił, aby biskupi ze wszystkich trzech zaborów mogli przeprowadzić zbiórkę pieniędzy na potrzeby ofiar wojny w całej Europie oraz Stanach Zjednoczonych. Papież dodatkowo wyraził zgodę, aby we wszystkich kościołach prowadzona była modlitwa za Polskę. W efekcie zgromadzono ogromną jak na ówczesne czasy kwotę 40 mln franków szwajcarskich, którą dysponował Książęco-Biskupi Komitet Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny z siedzibą w Krakowie. Wkrótce jego filie powstały we Lwowie, Przemyślu i Tarnowie. Działały w nim sekcje: sanitarna, opieki doraźnej, opieki nad dziećmi. W zasięgu jego akcji znalazły się setki tysięcy ludzi. Stworzone przez Komitet kolumny sanitarne zaszczepiły ponad 2 mln ludzi przeciwko ospie i tyfusowi w Galicji i Królestwie Polskim. W 1917 r. zorganizował na masową skalę akcję rozdawnictwa żywności, co uchroniło od śmierci głodowej dziesiątki tysięcy ludzi na tym terenie. Gdyby nie akcje Komitetu, wojny nie przeżyłyby setki tysięcy osób, a Polska powstałaby w znacznie gorszych uwarunkowaniach społecznych i cywilizacyjnych.

Arcybiskupowi Sapiesze pomagali metropolita warszawski abp Aleksander Kakowski oraz abp Edmund Dalbor, metropolita poznańsko-gnieźnieński, prymas Polski. To oznaczało, że stworzono mechanizmy instytucjonalnej współpracy różnych środowisk kościelnych ponad podziałami rozbiorowymi, co było wydarzeniem bezprecedensowym. Warto dodać, że abp Dalbor zaangażował się we współpracy z Czerwonym Krzyżem w poszukiwanie jeńców z Wielkopolski i Pomorza, wziętych do niewoli przez armię rosyjską. W tym celu nawiązał kontakt z abp. Kakowskim, który w tej sprawie interweniował u władz rosyjskich. Szybko nadarzyła się okazja do rewanżu. Gdy Prusacy wyparli wojska rosyjskie z Kongresówki, abp Dalbor na prośbę Kakowskiego interweniował, starając się ograniczyć represje niemieckich dowódców wobec Kościoła katolickiego na tym terenie.

Regent i przywódca

Arcybiskup Aleksander Kakowski na biskupa został wyświęcony w 1913 r. w Petersburgu. Do Warszawy przybył jednak okrężną drogą, przez Rzym i Częstochowę, aby podkreślić, że nie jest wysłannikiem cara. Wybuch wojny zastał go za granicą, co wykorzystał do rozmów o sprawach polskich m.in. w Londynie. Szybko zorientował się, jak dramatyczna niewiedza panuje w tej materii na Zachodzie. Kiedy arcybiskupowi Westminsteru roztaczał obraz zniewolonej Polski, ten poradził mu, aby zwrócił się do ambasadora rosyjskiego w Londynie, gdyż to „dobry katolik” i z pewnością mu pomoże. W nowej sytuacji arcybiskup znalazł się w 1915 r., kiedy Niemcy wkroczyli do Warszawy. Dla stolicy była to zmiana na lepsze: otwarto uniwersytet, przywrócono szereg swobód i samorząd. Mówiło się o możliwości stworzenia ograniczonej polskiej państwowości. Abp Kakowski prowadził w tej sprawie rozmowy z polskimi stronnictwami. Sceptycznie odniósł się do manifestu z 5 listopada 1916 r. Trafnie rozeznał, że zaborcom chodziło głównie o pozyskanie rekruta, gdyż latem ich armie poniosły ogromne straty i potrzebowały uzupełnień. Wykorzystał jednak fakt, że niemiecka administracja tolerowała różne formy polskiej aktywności i w marcu 1917 r. zorganizował obchody stulecia metropolii warszawskiej. Do Warszawy przyjechali nie tylko biskupi z Galicji, ale także abp Dalbor z Poznania. Po raz pierwszy od ponad stu lat biskupi z trzech zaborów obradowali i modlili się wspólnie.

We wrześniu 1917 r. Niemcy zdecydowali się powiększyć zakres kompetencji polskiego samorządu i utworzyli Radę Regencyjną. Wprawdzie pełną władzę mieli generał-gubernatorzy: warszawski (Prusak, gen. Hans Hartwig von Beseler) i lubelski (Austriak, gen. Karl Kuk), ale Rada miała zarządzać administracją oraz sprawować zwierzchnictwo nad polskimi jednostkami tworzonymi u boku armii niemieckiej. Abp Kakowski wahał się, czy stanąć na jej czele. Jednak po konsultacjach z biskupami z Krakowa, Lwowa, Tarnowa i Przemyśla oraz rozmowami z polskimi politykami przyjął to stanowisko. Rada Regencyjna wykonała wielką pracę organizacyjną. Powołała polskie sądownictwo, szkolnictwo i administrację niższego stopnia. Sprawowała nadzór nad Polską Krajową Kasą Pożyczkową, czyli bankiem centralnym przyszłego państwa polskiego. Emitowane przez nią pieniądze, marki polskie, były środkiem płatniczym aż do reformy Grabskiego, czyli do 1924 roku.

Dużym echem odbiło się przemówienie noworoczne abp. Kakowskiego, wygłoszone na Zamku Królewskim w Warszawie 1 stycznia 1918 r.: „Gdybym był prorokiem – mówił przewodniczący Rady Regencyjnej zależnej od zaborców – wołałbym głosem wielkim: Ocknij się narodzie polski, uderz w czynów stal! Niech Gwiazda Betlejemska w tym 1918 r. oświeca szlaki pochodu wyzwolenia Polski”.

Powrót komendanta

Jesienią 1918 r., kiedy klęska Niemiec była nieuchronna, Rada Regencyjna postanowiła powołać Rząd Jedności Narodowej oraz Sejm, wyłoniony w wolnych wyborach, i złożyć władzę w ręce rządu wybranego przez Parlament. Sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna, gdyż narastało rewolucyjne wrzenie, a w rejonie Warszawy stacjonowało 40 tys. zrewolucjonizowanych żołnierzy niemieckich, gotowych wesprzeć krajowe siły radykalne. Abp Kakowski zdawał sobie sprawę z tego niebezpieczeństwa. Przekonał pozostałych regentów oraz władze niemieckie, że jedynym człowiekiem, który może zapobiec rewolucji społecznej w Polsce, jest Józef Piłsudski, który ciągle przebywał w Magdeburgu. 10 listopada komendant, konwojowany przez hr. Harry’ego Kesslera, niemieckiego arystokratę z koneksjami na cesarskim dworze, dotarł do Warszawy i spotkał się z arcybiskupem. Zdecydowali, że następnego dnia Rada Regencyjna przekaże Piłsudskiemu władzę wojskową. Trzy dni później przekazała mu także władzę cywilną, w ten sposób Piłsudski został naczelnikiem państwa. Abp Kakowski daleki był od idei socjalistycznych, z którymi wówczas kojarzył się komendant legionów, ale w pamiętnikach zanotował, że Piłsudski „był wtedy człowiekiem opatrznościowym, jedynym, który mógłby stać na czele odradzającej się Polski”.

Arcybiskupi Dalbor, Kakowski i Sapieha zasługują na tytuł „ojców niepodległości”. W czasie Wielkiej Wojny troszczyli się o fizyczne przetrwanie Polaków we wszystkich zaborach, a posługą duszpasterską i pracą organiczną budowali świadomość, że punktem odniesienia dla narodowych ambicji nie jest trwanie u boku zaborców, ale wskrzeszenie niepodległej Polski. •