12 września przypada 335. rocznica Odsieczy Wiedeńskiej. Z tej okazji na wzgórzu Kahlenberg miał zostać odsłonięty pomnik polskiego króla Jana III Sobieskiego. Choć pod pomnik wmurowano już kamień węgielny, władze Wiednia zdecydowały, że monument tam nie stanie. Ma to symboliczne uzasadnienie: stolica Austrii staje się bowiem miastem islamskim.


W poniedziałek 10 września ukazała się w Austrii książka „Kulturkampf w klasie. Jak islam zmienia szkoły. Raport nauczycielki”. To wywiad-rzeka Susanne Wiesingers, pedagog pracującej od lat w jednej z „trudnych” wiedeńskich szkół. Książka daje obraz prawdziwego spustoszenia w stołecznym szkolnictwie. Wiele placówek jest całkowicie opanowanych przez muzułmanów. Islamskie dzieci stanowią niekiedy nawet 60 proc. uczniów, co powoduje, że normalny program szkolny został w nich po prostu „unicestwiony” – mówi Wiesingers opisując przeciętny dzień w szkole.


Dziewczęta chodzą zawinięte w chusty. Wprawdzie rząd Sebastiana Kurza chce zakazać zakrywania głowy w szkołach i przedszkolach, ale w Wiedniu nie ma o tym mowy. Władająca miastem lewicowa partia SPÖ zamierza jedynie „wejść w dialog” z islamskimi rodzicami; od zakazów zdecydowanie się odżegnuje. Islamskie uczennice są też często obrzezane. Straszliwie cierpią i jest to wprost widoczne, ale... nauczyciele nie mogą niczego zrobić. Dopóki dziewczynka sama nie powie o swoich problemach, państwo jest bezradne – podkreśla Wiesinger. Jak dodaje, jest też normą zmuszanie dziewcząt do wychodzenia za mąż. Życie mahometanek w Austrii nie toczy się w ramach austriackiego prawa. O wszystkim decyduje szariat.


Islamscy uczniowie, przekonuje Wiesinger, są pod silnym wpływem islamskiego radykalizmu. Po ataku na Charlie Hebdo w 2015 roku wyrażali głębokie zrozumienie wobec napastników. Szanują też muzułmanów, którzy popełniają morderstwa „honorowe”. Dzieci są przekonane, że same powinny zostać zabite przez rodzinę, gdyby pogwałciły szariat – przyznaje nauczycielka. W szkołach działa też policja obyczajowa. Chłopcy wyszukują dziewczynek, które są ubrane „jak chrześcijanki”. Grożą im, straszą, maltretują. Nie chodzi o stroje wyuzdane, ale o zwykłą europejską odzież. Wystarczy bluzka w kwiaty – wskazuje Wiesinger. W ten sposób islamska społeczność radykalizuje się coraz bardziej, bo uczniowie o bardziej liberalnych poglądach są szykanowani.


Wszystkim tym patologiom towarzyszy jeszcze całkowita nieznajomość języka niemieckiego. Islamskich uczniów często nie da się zintegrować w najmniejszym nawet stopniu z tej prostej przyczyny: nie rozumieją, co się do nich mówi. Według oficjalnych statystyk w szeregu dzielnic Wiednia zaledwie kilkanaście procent uczniów porozumiewa się swobodnie po niemiecku. Lewicowi urzędnicy miejscy konfrontowani z tymi statystykami wzruszają ramionami. Przyznają, że to problem, ale w ich ocenie dwujęzyczność mieszkańców jest zasadniczo zaletą wielkiego miasta. Poza tym dzieci nie ma kto uczyć, bo brakuje personelu. Inne patologie są rzekomo zwalczane, tworzy się rozmaite projekty, a przede wszystkim – „dialoguje”.


Czy lewica jest w ogóle zainteresowana rozwiązaniem problemów? Można szczerze wątpić. Sytuacja pogarsza się z roku na rok. Wiesinger skarży się, że polecono jej załatwiać wszystko na forum wewnętrznym, nie wynosząc żadnych informacji o trudnościach na zewnątrz. SPÖ jest w jej ocenie zainteresowana wyłącznie czystością ideologiczną. Rzeczywiste działania partii nie interesują.


Gdyby wszystko to dotyczyło kilku zaledwie szkół wiedeńskich można byłoby rzeczywiście zbywać kłopoty jako marginalne. Problem w tym, że chodzi o tysiące uczniów. Nawet wiedeński urząd ds. edukacji przyznaje, iż ponad 260 spośród wszystkich 700 szkół stolicy to placówki „trudne”, co można rozumieć jako zislamizowane. Według oficjalnych danych opublikowanych we wrześniu 2017 roku, we Wiedniu uczy się 30 tys. katolików i 32 tys. muzułmanów. Tak więc już oficjalnie islamscy uczniowie stanowią religijną większość. A przecież wraz z ukończeniem szkoły nie rozpłyną się w powietrzu. Dzisiejsza większość szkolna wkrótce stanie się większością dorosłych.


Ta islamizacja obejmuje zresztą nie tylko stolicę, ale i inne miejsca kraju. W Grazu katolicy to 42 proc. uczniów, a muzułmanie już 25 proc. Oficjalnych danych dotyczących Austrii nie ma, ale prawdopodobne szacunki mówią o ponad 700 tys. muzułmanów na terenie całego kraju. Ich liczba od 2001 roku podwoiła się, co ciekawe – głównie za sprawą dzietności, a nie masowej imigracji.


Dlaczego więc na Kahlenbergu miałby stać pomnik Jana III Sobieskiego? Muzułmanie nie zdobyli Wiednia zbrojnie, ale podbijają go właśnie teraz. Jeżeli monument by się tam znalazł, za kilkadziesiąt lat zostałby zapewne zdemontowany. W wyniku demokratycznej decyzji islamskiej większości.

 


Paweł Chmielewski